Dzisiaj (9.04.14) założyli mi aparat, mam wadę zgryzu klasy III (dolna szczęka mocno wystawiona do przodu, nie idzie jej przełożyć za górną), miałam wybór, teraz założę aparat i za 6 lat nie będę miała już problemu albo poczekam, aż szczęka mi urośnie i operacja skrócenia szczęki, a jak nic z tego nie zrobię to w przyszłości będę miała tak wysuniętą szczękę, że będę wyglądać jak kosmita O.O Chyba każdy już wie co wybrałam... Umówiliśmy się na ten dzień. Już po samym przebudzeniu strasznie przeżywałam. Poszłam do szkoły, po 3 godz. mama odebrała mnie ze niej i pojechałyśmy do mojej pani ortodontki. Cała się trzęsłam. Moja godzina (11.30) wybiła, czas wejść do gabinetu rozłożyć się w fotelu i oddać się w ręce lekarza. Najpierw pani wyczyściła mi zęby i zauważyła ubytek, zawołała moją mamę, a ona zgodziła się na usunięcie jego. Coś tam wierciła (trochę bolało), aż przeszła do sedna i do ręki wzięła pierwszy zamek (taki kwadracik na ząb), następnie przykleiła go na ,,zwykły" klej. Potem poszło już z górki, drugi, trzeci czwarty:
-No to już tylko 4 ząbki - powiedziała pani.
Ulżyło mi liczyłam kwadraciki, aż w końcu doczekałam ostatniego. Pani pozwoliła wypłukać mi buzię i iść do ubikacji. Swoją drogą weszłam do złej, bo na tej pisało ,,toaleta dla personelu" xD To nic, na korytarzu spotkałam moją mamę, która czekała już tam na mnie 30 min. powiedziała abym jej pokazała zęby (choć były tam tylko małe kwadraciki i to tylko na dolnej szczęce). Wróciłam, pani kazała mi usiąść. Wzięła bardzo cienki drucik (łuk) i połączyła ze sobą wszystkie zamki. Pokazała mi ligatury (tzw. gumki), mogłam wybrać kolor (wybrałam żółtawy i lekko różowy, w sumie fajnie wyszło), następnie założyła je na zamki i łuki. Wzięła coś z półki i zaczęła przy tym grzebać, okazało się, że to Hass mocuje się go na podniebieniu i tylnych zębach (muszę go nosić przez 0,5 roku, bo mam trochę bardziej skomplikowaną wadę, potem w jego miejsce wejdzie zwykły). Przyłożyła go do podniebienia, następnie wyciągnęła i posmarowała klejem. Tym razem mocno go przycisnęła i tak już został. Musiałam odczekać chwilkę. Pani zawołała moją mamę. Jak mnie zobaczyła była w szoku. Pani uczyła ją na mnie przekręcać taką śrubkę w Hassie (niestety przy tym aparacie to konieczne), następnie dała mi lusterko i uczyła mnie zaczepiać takie gumki (mocują się u góry, na Hassie i na dole zwykłego aparatu, muszę je nosić 24h, przez 0,5 roku, cofają moją szczękę). Całość trwała 2 godz. (mama nieźle się naczekała) i nic nie bolało :)
Teraz siedzę sobie wygodnie w łóżku i narzekam, bo nie dosyć, że seplenię to zęby mnie bolą, a w dodatku nie umiem z tym jeść i po każdym posiłku muszę myć zęby. MASAKRA...
No to by było na tyle, mile widziane komentarze :D